Co automatyzujemy
Cennik
Firma
Wiedza
Kontakt Umów konsultację →
PLENUA
Poradnik

Pięć błędów przy automatyzacji procesów, które kosztują najwięcej

Automatyzacja rzadko psuje się dlatego, że coś źle zaprogramowano. Znacznie częściej zawodzi, zanim ktokolwiek zacznie ją budować. Oto pięć błędów, które widzimy najczęściej — i co zrobić, żeby żaden z nich nie przydarzył się Twojej firmie.

Andrzej Lubczyński··6 min czytania

Krótka odpowiedź

Pięć błędów, które najczęściej psują wdrożenie automatyzacji, to: automatyzowanie procesu, którego nikt wcześniej nie opisał, zaczynanie od wszystkiego naraz, brak osoby odpowiedzialnej po stronie firmy, pominięcie zespołu przy uruchomieniu i brak pomiaru przed startem.

Cztery z nich to błędy przygotowania, nie technologii. Dlatego dobre wdrożenie zaczyna się od pytań o proces, a nie od wyboru narzędzia.

Schemat trzech etapów wdrożenia automatyzacji: przygotowanie, budowa i uruchomienie. Cztery z pięciu najczęstszych błędów powstają w przygotowaniu, jeden przy uruchomieniu, żaden podczas budowy.
Cztery z pięciu błędów powstają, zanim ktokolwiek zacznie budować. Etap techniczny jest zwykle najbezpieczniejszy.

1. Automatyzowanie procesu, którego nikt nie opisał

To najczęstszy i najdroższy błąd. Firma zamawia automatyzację obsługi zapytań, a w trakcie prac okazuje się, że trzy osoby robią to na trzy sposoby i nikt nie wie, który jest właściwy. Projekt zamienia się wtedy w warsztat porządkowania procesu — potrzebny, ale nie tego się spodziewano i nie na to był budżet.

Zasada jest prosta: automatyzacja przyspiesza proces, jaki jest. Jeśli jest uporządkowany, zyskujesz czas. Jeśli panuje w nim bałagan, dostajesz ten sam bałagan, tylko szybciej i bez człowieka, który by go po drodze poprawił.

Jak uniknąć: zanim cokolwiek zbudujesz, poproś osobę, która zna proces najlepiej, żeby rozpisała go krok po kroku — kto co robi, skąd biorą się dane, co dzieje się w nietypowych przypadkach. Zwykle zajmuje to godzinę. Możesz skorzystać z naszego szablonu mapy procesu.

2. Zaczynanie od wszystkiego naraz

Firma decyduje, że skoro już wchodzi w automatyzację, zrobi to porządnie: pięć procesów, wszystkie działy, jeden duży projekt. Po trzech miesiącach powstaje system, którego zespół nie używa, bo przez ten czas nikt nie sprawdził, czy rozwiązanie pasuje do codziennej pracy.

Duży projekt ma jeszcze jedną wadę: pierwszy efekt widać dopiero na końcu. Do tego czasu zmieniają się priorytety, ludzie i cierpliwość zarządu.

Jak uniknąć: zacznij od jednego procesu, który powtarza się kilka razy w tygodniu i najbardziej uwiera. Wdrożenie takiego procesu trwa od pięciu do dziesięciu dni roboczych, a po dwóch tygodniach widać, ile czasu wróciło. Dopiero z tą wiedzą planuj kolejny krok.

3. Brak osoby odpowiedzialnej po stronie firmy

Każde wdrożenie wymaga decyzji: kto ma dostawać powiadomienia, co zrobić z nietypowym zgłoszeniem, które pola są obowiązkowe, kiedy sprawa trafia do człowieka. To nie są pytania techniczne — to pytania o to, jak firma chce pracować.

Jeśli nikt nie ma mandatu, żeby je rozstrzygnąć, projekt stoi albo wykonawca zgaduje. Zgadywanie bywa trafne, ale za każdym nietrafionym razem płacisz poprawkami.

Jak uniknąć: wyznacz jedną osobę, która zna proces i może podejmować decyzje bez zwoływania zebrania. Nie musi znać się na technologii. Na czas wdrożenia wystarczy jej godzina lub dwie w tygodniu.

4. Pominięcie zespołu przy uruchomieniu

System działa, ale nikt nie wie, co się zmieniło. Ludzie wracają do starych nawyków, bo są pewniejsze. Po miesiącu automatyzacja działa obok ręcznej pracy, zamiast ją zastąpić — i firma płaci za oba rozwiązania naraz.

Ten błąd jest podstępny, bo technicznie wszystko jest w porządku. Wychodzi dopiero wtedy, gdy ktoś zauważy, że zgłoszenia nadal są przepisywane ręcznie, choć od dawna trafiają do systemu same.

Jak uniknąć: pokaż zespołowi w kwadrans, co się zmienia i dlaczego. Daj im instrukcję na jedną stronę. I ustal konkretny dzień, od którego stary sposób przestaje obowiązywać — bez tego dwie ścieżki będą żyć równolegle.

5. Brak pomiaru przed startem

Jeśli nie policzysz, ile czasu proces zabierał wcześniej, nigdy nie udowodnisz, że wdrożenie się opłaciło. Po kilku tygodniach nikt już nie pamięta, jak było — a „wydaje się, że jest lepiej” nie przekona ani wspólnika, ani księgowej.

Pomiar ma też drugą funkcję: pokazuje, czy w ogóle warto automatyzować. Proces, który zabiera pół godziny w tygodniu, nie zwróci kosztu wdrożenia.

Jak uniknąć: przez tydzień zapisuj trzy liczby — ile razy proces się wykonał, ile minut zajęło jedno wykonanie i ile przypadków zginęło albo wymagało poprawek. Z tymi danymi policzysz zwrot w kalkulatorze na stronie cennika.

Wspólny mianownik

Cztery z pięciu błędów powstają, zanim ktokolwiek zacznie budować. Piąty — pominięcie zespołu — przy uruchomieniu. Żaden nie dotyczy samej technologii. Budowa automatyzacji jest zwykle najprostszą częścią projektu.

Jest też błąd techniczny, który widzimy coraz częściej: budowanie agenta AI tam, gdzie wystarczyłaby zwykła reguła „jeśli–to”, albo odwrotnie. Opisaliśmy go osobno w tekście Reguła czy agent AI.

BłądJak uniknąć
Proces nieopisanyrozpisz kroki przed wdrożeniem
Wszystko narazjeden proces, efekt po dwóch tygodniach
Brak właścicielajedna osoba z prawem do decyzji
Pominięty zespółkwadrans pokazu i dzień odcięcia starej ścieżki
Brak pomiarutydzień liczenia przed startem

Lista przed startem: pięć pytań

Jeśli na każde z tych pytań odpowiesz „tak”, wdrożenie ma bardzo dobre podstawy.

  1. Czy proces jest rozpisany tak, że nowa osoba mogłaby go wykonać bez dopytywania?
  2. Czy zaczynamy od jednego procesu, a nie od kilku naraz?
  3. Czy jest osoba, która podejmuje decyzje w sprawie tego procesu?
  4. Czy wiemy, kiedy pokażemy zmianę zespołowi i od kiedy stary sposób przestaje obowiązywać?
  5. Czy znamy liczby sprzed wdrożenia — powtórzenia, czas, zgubione przypadki?

Jeśli nie wiesz, czy Twoja firma jest gotowa, sprawdź to w teście gotowości — zajmuje pięć minut.

Najczęstsze pytania

Najczęściej nie z powodów technicznych, tylko przez przygotowanie: proces nie był opisany, firma chciała zautomatyzować wszystko naraz, nikt nie odpowiadał za decyzje, zespół nie wiedział, co się zmieniło, albo nie zmierzono stanu sprzed wdrożenia. Sama budowa automatyzacji jest zwykle najprostszą częścią projektu.

Od takiego, który powtarza się co najmniej kilka razy w tygodniu, ma jasne reguły, opiera się na danych cyfrowych i którego ewentualny błąd da się cofnąć. Najczęściej jest to obsługa zapytań, przypomnienia albo przepisywanie danych między systemami.

Mniej, niż się zwykle zakłada: rozmowa na początku, kilka odpowiedzi w trakcie i test na prawdziwych danych na końcu. Warunek jest jeden — po stronie firmy musi być osoba, która może te decyzje podjąć.

Porównując stan sprzed wdrożenia ze stanem po nim: ile razy w tygodniu proces się wykonuje, ile minut zajmuje jedno wykonanie i ile przypadków ginie albo wymaga poprawek. Bez pomiaru „przed” tego porównania nie da się zrobić.

Opisać go przed wdrożeniem — to zwykle godzina pracy jednej osoby, która zna proces najlepiej. Wystarczy rozpisać kroki, kto je wykonuje, skąd biorą się dane i co dzieje się w nietypowych przypadkach.

Zwykle tak. Najpierw trzeba ustalić, czy problem leży w narzędziu, czy w procesie. W większości przypadków okazuje się, że automatyzacja robi dokładnie to, co jej kazano — tylko proces, który odwzorowuje, był nieustalony albo zespół dalej pracuje po staremu.

Andrzej Lubczyński, założyciel AIROX
Andrzej Lubczyński

Przez pięć lat budował operacje w WebWave: od stworzenia działu wsparcia od zera po stanowisko Head of Operations i integrację po przejęciu firmy. Przy porządkowaniu procesów zauważył, ile czasu zabierają czynności, które nikogo nie rozwijają — i że narzędzia zdolne je przejąć już istnieją. Absolwent finansów przedsiębiorstw w SGH.

Profil na LinkedIn →